Doman.art.pl - ciemna strona kartofelka
RSS

Mniej więcej

Kategoria: trening
Mój trening trwał już w najlepsze, gdy do sali wszedł mój kumpel.
Jest On typowym pasjonatem, któremu udało się zrzucić kilkanaście kilo balastu. Niestety mam wrażenie, że nieco zachłysnął się tym co osiągnął, przez co popełnia jeden z podstawowych błędów większość amatorów...
Cztery, pięć razy w tygodniu godzinne aeroby plus na dokładkę kilka razy 80 minut porannego biegania na czczo. W sumie wcale bym się do tego nie przyczepił. Jesteś otyły, chcesz szybko zrzucić duże sadło które codziennie ci towarzyszy? Proszę bardzo - to najlepszy sposób na pozbycie się brzucha. Szkopuł w tym, że mój kumpel wcale otyły już nie jest...

Czasami zdarza się tak, że trening zamienia się w rodzaj kary. Zamiast trenować z uśmiechem na twarzy zaczynamy "karać" nasz organizm. Trenujemy, trenujemy i trenujemy. Nie ważne że boli. Nie ważne, że już nie sprawia nam to radości. Nie ważne w końcu - że nasz wspaniały trening nie przynosi żadnych rezultatów. Nasza siła i wydolność lecą w dół, ale to nie ważne - liczy się to, że trenujemy. Właściwie nie nazwał bym tego treningiem, co znęcaniem się nad samym sobą. Godzina, dwie, trzy a może i więcej - tłuczemy swój organizm.

Gdy mój kumpel wszedł do sali, przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Miło się nam dyskutowało, więc z ciekawości zapytałem czy nie męczą go te ciągłe aeroby. Nie zaprzeczył.
- Po co więc to robisz? - zapytałem
- Bo tak rozpisałem trening.
- No ale nie wydaje ci się, że to "nieco" za dużo? (tutaj starałem się być bardzo uprzejmy...)
- Oj tam. Zaciśnie się zęby i się walczy. Trening trzeba zrobić.

No właśnie. Walczy się. Tylko z czym i po co się walczy? Z wiatrakami? To już znamy z książek.

Ludzie myślą, że im więcej będą trenować, tym szybciej urosną. Robią więc wielogodzinne treningi połączone z aerobami i innego rodzaju wymyślnymi ruchami, a potem się dziwią że początkowy przyrost (który dla dziewiczego organizmu jest niezłym bodźcem) momentalnie zostaje zahamowany. Skoro nie chce rosnąć trenujemy jeszcze więcej. Koło się zamyka, a rezultatów jak nie było tak nie ma...

...
Skoro marsz w lewo nic nie daje, czemu nie pójść w prawo?
Skoro wydłużanie treningu nie przynosi rezultatów, czemu by go nie ograniczyć?

I tutaj dochodzimy do sedna tego wpisu.
Kulturystyka to taka dziedzina życia, w której więcej równa się mniej, a mniej równa się więcej.

Podstawowa zasada jaką każdy kulturysta amator powinien sobie przyswoić jest taka, że trening służy pobudzeniu organizmu do rozwoju. Organizm rozwija się NIE podczas treningu, a dopiero potem - podczas regeneracji.

O wiele bardziej skutecznym jest krótki a intensywny trening niż wielogodzinne katowanie się na niskim poziomie.

Obecnie trenuję mięśnie ramienne zaraz po mięśniach piersiowych. Z racji tego, że po treningu klatki jestem już nieźle stłamszony, ograniczyłem liczbę ćwiczeń na ramiona do 2. Okazał się dość szybko, że zamiast strat moje ramiona zaczęły się rozwijać (oczywiście piszę w mojej perspektywie, bo wiadomo że niektórzy mają łapy nieporównywalnie większe ode mnie).
Na przedostatniej sesji zrobiłem sobie interwały. Po kilku minutach biegu złapałem się na tym, że stare parametry biegu nie są już wyzwaniem, mimo tego że kiedyś robiłem takich biegów o wiele więcej...
Oczywiście odpowiedź jest prosta. Jeżeli jesteśmy przemęczeni zbyt dużą liczbą treningu, nasze rezultaty będą o wiele gorsze.

Tutaj też warto zahaczyć o inny termin jakim jest "homeostaza". W najprostszym ujęciu jest to po prostu "linia" określająca aktualny stan naszego organizmu.
Wyobraź sobie, że codziennie robisz godzinne aeroby. Po jakimś czasie twój organizm zaczyna się przyzwyczajać do tego bodźca (homeostaza wchodzi na nowy poziom), a twoje długie biegi zaczynają tracić na działaniu.

W ogólnym rozliczeniu warto czasami wyrzucić te nasze kajety z rozpiskami i zastanowić się po co my to wszystko robimy.

Zasady pomniejsze

Kategoria: trening
Podczas sobotniego treningu spostrzegłem pewnego jegomościa, którego natchnął mnie do napisania poniższego tekstu.

Między seriami, gdy człowiek odpoczywa obserwuje też innych. Niektórzy bardzo fajnie trenują. Aż miło popatrzeć. Inni aby wywyższyć się w towarzystwie muszą stosować pomniejsze sztuczki.

Wspomniany gostek też stosował kilka trików, które miały dać mu +10 do "zajebistości". Obsceniczne żucie gumy wyraźnie mówiło "zobacz jaki jestem zajebisty". Spoko - to może ujść w tłumie. W końcu nie każdy musi mieć sprawy zgryz. Może na ulicy takie wożenie się dawało by świetne rezultaty, jednak w klubie to się nie sprawdza. Czemu? Bo to łamie podstawowe zasady treningu.

Zasada pierwsza.
Żując gumę nasz bohater położył się na ławce przygotowując się do francuskiego wyciskania na trójgłowy ramienia. Leżąc tak na plecach dalej żuł tą swoją gumę, w międzyczasie "luzacko" podnosząc nad głowę niesamowity ciężar 10 kg. Gdyby to był jegomość, który widać że się stara - mógł by dla mnie wyciskać nawet i 5 kg. Liczy się jakość. Ale nigdy, przenigdy nie wolno żuć gumy podczas treningu. Zwłaszcza przy takim ułożeniu ciała jak leżenie na ławeczce. Tu nawet nie ma co się rozpisywać. Wystarczy jeden tik, jedno małe przeskoczenie w stawie czy mały skurcz i... jesteś trup.

Zasada druga.
Niestety nasz bohater chociaż był zajebisty, nie znał zasady drugiej. Brzmi ona następująco: nigdy nie przychodzimy na trening w klapkach. Nie dość że porządną rozgrzewkę możemy sobie darować, to na dodatek zamiast koncentrować się na treningu będziemy koncentrować się na innych ćwiczących - czy przypadkiem nie rzucają nam właśnie na palce jakiegoś ciężaru.
Znam może z 2 osoby, które sporadycznie łamią tą zasadę. Są to zaawansowani wyjadacze i w pełni świadomi co robią. Na co dzień jednak nawet oni trzymają się tej zasady.

Oczywiście nie są to zasady, których nie trzymanie się automatycznie robi z nas mięczaków. Wszystko zależy od sytuacji.
Ćwiczenie w domu, czy na świeżym powietrzu będzie rządzić się innymi zasadami. Tam nawet przyjemniej/lepiej trenować "na gołe stopy".
Ale w klubie - gdzie przeważnie ruch jest jak na targu - nie trzymanie się tych 2 prostych zasad świadczy tylko o naszym braku rozwagi. A bez rozwagi wymiataczami nigdy nie będziemy. No chyba że wymiataczami liści na podwórku.

Treningowy urlop

Kategoria: trening
Trenuj z czuciem.

Bardzo, bardzo ważna rada.
Zarówno przy każdym ćwiczeniu, jak i przy całym treningu. Gdy robisz naprzemienne uginanie sztangielkami możesz machać w nieskończoność nie uzyskując stosownych rezultatów. Jeżeli zaczniesz wczuwać się w ruch, zaczniesz czuć mięsień dwugłowy ramienia, zaczniesz bawić się tych ćwiczeniem - trening zmieni się diametralnie. Czuj to co robisz :)

Ale czucie to nie tylko odpowiednie przybranie pozycji podczas ćwiczenia.
To także czucie i rozumienie tego co się robi. Rozumienie całokształtu.

Ostatnimi czasy zacząłem budzić się w nocy. Zwyczajna sprawa - zwłaszcza, że moje łóżko nie należy do najwygodniejszych, a brak komputera sprawia, że chodzę spać bardzo wcześnie jak na mnie. I wszystko było by w porządku, gdyby nie towarzyszyły temu dodatkowe cechy. Ostatnie dni chodziłem poddenerwowany a sama myśl o wizycie w klubie stała się nieco wkurzająca. Coraz większe przemęczenie, kiepski sen, poddenerwowanie? Typowe cechy przetrenowania!

Właśnie dlatego tak samo jak w przypadku szkoły czy pracy potrzeba czasami urlopu. Odstawiłem więc na kilka dni trening w klubie i zamieniłem go na wizyty w parku. Lekkie podciąganie na drążku, gra w baseballa z Super Szamsonem, łapanie słońca i ogólny odpoczynek - ale przede wszystkim odcięcie się od sali treningowej.

To nawet nie jest dodatkowa faza w cyklu treningowym. To obowiązkowy fragment, którego nie powinno się pomijać.
Ludzie myślą, że odstawienie treningu na tydzień w celu odpoczynku to zła sprawa. Przecież tracimy całą wytrenowaną formę! Lepiej dalej się katować, bo przecież "trzeba". Nie ważne że coraz ciężej nam idzie, rezultaty nie chcą przyjść, a całość z wolna przestaje nas bawić.
Złe jest - ale ich myślenie. Bo taki odpoczynek nie dość że pięknie regeneruje organizm, to - co równie ważne - wspaniale regeneruje naszą psychikę.

Pewnie to znacie z praktyki. Idziecie na pierwszy trening. Na początkowych sesjach wychodzi z was tygrys. Jesteście zdolni do walki z całym Światem. Ale z sesji na sesję tygrys zamienia się w coraz mniejszego kotka, a cały zapał zaczyna zamieniać się nieco w rutynę. Siłowy urlop ma na celu obudzić ponownie tygrysa.