Mięśnie klatki
Kategoria: Dzienniki treningowe
Co dzisiaj w menu? Bardzo smakowity kąsek. Mięśnie piersiowe większe i dwugłowe ramienia. Może nie jest to idealne zestawienie, ale z braku czasu trzeba sobie jakoś radzić.
Na szybko wymyśliłem sobie trening. Do zrobienia mam wyciskanie sztangi płasko leżąc, wyciskanie sztangielek leżąc skośnie, rozpiętki, przenoszenie sztangielki zza głowę leżąc. Na dwugłowy standardowo dwa, trzy ćwiczenia. W praktyce i tak będę to dynamicznie modyfikował w czasie treningu - zależnie od aktualnej dyspozycji.
No i po treningu.
Rozpocząłem od 2 minutowej rozgrzewce na maszynie. Potem kilka skoków, wymachów itp ćwiczeń rozgrzewających plus wstępne serie na ławce poziomej z samym gryfem. Zasada jest bardzo prosta - jak mam sobie coś naderwać przez nie rozgrzane mięśnie, to wolę to zrobić na małym ciężarze niż wielkim.
Klatka - wyciskanie na ławce poziomej. Cztery serie. Pierwsza wprowadzająca - 20kg gryf + 20 na stronę.
Ostatnia seria z asekuracją to 40kg na stronę + 20 gryf. Zrobiłem kilka powtórzeń, po czym znajomy pomógł mi zrobić jeszcze kilka w fazie ekscentrycznej.
Kolejne ćwiczenie to wyciskanie sztangielek na ławce skośnej. Pierwsza seria to 32na stronę, druga i trzecia to 36 na stronę. W sumie nie było łatwo, bo mięśnie były już "popsute" po pierwszym ćwiczeniu.
Kolejne ćwiczenie to - właściwie nie wiem jak to nazwać. Modyfikacja rozpiętek? Normalne rozpiętki robisz z dużym rozstawem ramion, ale z małym ciężarem. Te robi się z małym rozstawem ramion (duży kąt zgięcia w łokciu) ale z dużym ciężarem. Cztery serie z obciążeniem 26-28kg.
Ostatnie ćwiczenie to wznosy sztangielki przodem. Typowe ćwiczenie na mięśnie naramienne, ale odpowiednio zmodyfikowane idealnie pompuje mięśnie piersiowe. Pewnie znacie wariant ćwiczenia na bramie z linkami, gdzie ruch skierowany jest z dołu do góry (spięcie w górnej części mpw). Ja robię właśnie to ćwiczenie ale z pojedynczą sztangielką - dzięki temu o wiele lepiej jest mi się skoncentrować na spięciu. Obciążenie wahało się od 14 do 18kg.
Trochę źle wymieszałem ćwiczenia, bo spinające dałem na końcu. Tutaj przydało by się przenoszenie sztangielki za głowę, ale co za dużo to nie zdrowo. Zresztą pozostały jeszcze dwugłowe ramienia.
W tym przypadku obyło się bez zbytniego kombinowania. Dwa tradycyjne ćwiczenia - naprzemienne uginanie ramion ze sztangielkami oraz uginanie ramion trzymając sztangę łamaną.
Ze sztangielkami zrobiłem 4 serie zaczynając od ciężaru 18, a kończąc na 28 na stronę. Ostatnie serie były seriami ze schodzeniem z ciężaru, w których pierwsze ruchy robiłem z 28kg na stronę, od razu po nich wchodziłem na 18 na stronę dopompowując mięsień.
Po tym ćwiczeniu miałem już nieźle napompowane ramiona.
Ostatnim przewidzianym ćwiczeniem było uginanie ramion ze sztangą łamaną. Bardzo podobne do uginania ze sztangą prostą. Ale po ostatnich perypetiach z nadgarstkiem (temat na innym wpis) wolałem sobie odpuścić dodatkowe obciążanie stawów nadgarstka nienaturalną pozycją.
Zacząłem od 15kg na stronę + 10kg na gryf. Całkiem fajnie szło, co w sumie mnie lekko zdziwiło. Widać dorzucenie węglowodanów do jedzenia i ostatni cykl na kreatynie zrobił swoje. W kolejnych seriach zwiększałem obciążenie i skończyłem w końcu na 25kg na stronę. Była to seria mocno oszukana (nie podobała mi się), więc dałem sobie spokój z takim obciążeniem i zszedłem do 20 na stronę. Ostatnią serię zrobiłem z zejściem na 15 na stronę i na tym zakończyłem trening.
Trening zamknąłem w godzinie z kilkoma minutami - co bardzo mnie cieszyło.
Po wejściu do szatni miałem ochotę zrobić 20 minutowy spacer na bieżni, ale powstrzymałem się. W tym momencie byłem już nieźle zniszczony, i dodatkowe szokowanie organizmu zbytniego pożytku by nie miało. Zwłaszcza że jutro jest wtorek - mięśnie naramienne i trójgłowe ramienia (o których już pisałem).
Na szybko wymyśliłem sobie trening. Do zrobienia mam wyciskanie sztangi płasko leżąc, wyciskanie sztangielek leżąc skośnie, rozpiętki, przenoszenie sztangielki zza głowę leżąc. Na dwugłowy standardowo dwa, trzy ćwiczenia. W praktyce i tak będę to dynamicznie modyfikował w czasie treningu - zależnie od aktualnej dyspozycji.
No i po treningu.
Rozpocząłem od 2 minutowej rozgrzewce na maszynie. Potem kilka skoków, wymachów itp ćwiczeń rozgrzewających plus wstępne serie na ławce poziomej z samym gryfem. Zasada jest bardzo prosta - jak mam sobie coś naderwać przez nie rozgrzane mięśnie, to wolę to zrobić na małym ciężarze niż wielkim.
Klatka - wyciskanie na ławce poziomej. Cztery serie. Pierwsza wprowadzająca - 20kg gryf + 20 na stronę.
Ostatnia seria z asekuracją to 40kg na stronę + 20 gryf. Zrobiłem kilka powtórzeń, po czym znajomy pomógł mi zrobić jeszcze kilka w fazie ekscentrycznej.
Kolejne ćwiczenie to wyciskanie sztangielek na ławce skośnej. Pierwsza seria to 32na stronę, druga i trzecia to 36 na stronę. W sumie nie było łatwo, bo mięśnie były już "popsute" po pierwszym ćwiczeniu.
Kolejne ćwiczenie to - właściwie nie wiem jak to nazwać. Modyfikacja rozpiętek? Normalne rozpiętki robisz z dużym rozstawem ramion, ale z małym ciężarem. Te robi się z małym rozstawem ramion (duży kąt zgięcia w łokciu) ale z dużym ciężarem. Cztery serie z obciążeniem 26-28kg.
Ostatnie ćwiczenie to wznosy sztangielki przodem. Typowe ćwiczenie na mięśnie naramienne, ale odpowiednio zmodyfikowane idealnie pompuje mięśnie piersiowe. Pewnie znacie wariant ćwiczenia na bramie z linkami, gdzie ruch skierowany jest z dołu do góry (spięcie w górnej części mpw). Ja robię właśnie to ćwiczenie ale z pojedynczą sztangielką - dzięki temu o wiele lepiej jest mi się skoncentrować na spięciu. Obciążenie wahało się od 14 do 18kg.
Trochę źle wymieszałem ćwiczenia, bo spinające dałem na końcu. Tutaj przydało by się przenoszenie sztangielki za głowę, ale co za dużo to nie zdrowo. Zresztą pozostały jeszcze dwugłowe ramienia.
W tym przypadku obyło się bez zbytniego kombinowania. Dwa tradycyjne ćwiczenia - naprzemienne uginanie ramion ze sztangielkami oraz uginanie ramion trzymając sztangę łamaną.
Ze sztangielkami zrobiłem 4 serie zaczynając od ciężaru 18, a kończąc na 28 na stronę. Ostatnie serie były seriami ze schodzeniem z ciężaru, w których pierwsze ruchy robiłem z 28kg na stronę, od razu po nich wchodziłem na 18 na stronę dopompowując mięsień.
Po tym ćwiczeniu miałem już nieźle napompowane ramiona.
Ostatnim przewidzianym ćwiczeniem było uginanie ramion ze sztangą łamaną. Bardzo podobne do uginania ze sztangą prostą. Ale po ostatnich perypetiach z nadgarstkiem (temat na innym wpis) wolałem sobie odpuścić dodatkowe obciążanie stawów nadgarstka nienaturalną pozycją.
Zacząłem od 15kg na stronę + 10kg na gryf. Całkiem fajnie szło, co w sumie mnie lekko zdziwiło. Widać dorzucenie węglowodanów do jedzenia i ostatni cykl na kreatynie zrobił swoje. W kolejnych seriach zwiększałem obciążenie i skończyłem w końcu na 25kg na stronę. Była to seria mocno oszukana (nie podobała mi się), więc dałem sobie spokój z takim obciążeniem i zszedłem do 20 na stronę. Ostatnią serię zrobiłem z zejściem na 15 na stronę i na tym zakończyłem trening.
Trening zamknąłem w godzinie z kilkoma minutami - co bardzo mnie cieszyło.
Po wejściu do szatni miałem ochotę zrobić 20 minutowy spacer na bieżni, ale powstrzymałem się. W tym momencie byłem już nieźle zniszczony, i dodatkowe szokowanie organizmu zbytniego pożytku by nie miało. Zwłaszcza że jutro jest wtorek - mięśnie naramienne i trójgłowe ramienia (o których już pisałem).