Kolejny dzień z podobnym treningiem. Zero izolowanych ćwiczeń, tylko same wielostawowe.
Siła nieznacznie się zwiększyła.
Co dzisiaj mi się udało osiągnąć:
- podciąganie w pierwszej serii - 40x
- wyrzuty pushup - 20 na stronę na szerokim gryfie - ok 12-15 razy
- pełne przysiady 80/100kg - całkiem łatwo szło
- uginanie ramion ze sztangą łamaną - 15 na stronę - wystarczająco by dobrze poczuć mięsień
- pompki na poręczach - 30x - ale tego nie robiłem na ilość
Ogólnie zrobiłem 4 obwody, a wspomniane powyżej osiągi nie były wcale powtarzane w każdej serii. Ale i tak widzę wyraźnie, że siła poszła mi do przodu. Tak samo zadowolenie z treningu, siła ogólna i brak przemęczenia. To ostatnie szczególnie widać u ćwiczących.
Sam to miałem. Ile razy robicie w tygodniu interwały? Ile razy jesteście w stanie np pójść mocno boksować czy porobić inny trening? Większość trenujących ani razu. Czemu? Bo z treningu na trening są tak zmęczeni że na nic nie mają chęci. SAM TO PRZECHODZIŁEM!
Od kilkunastu dni jest to przeszłością. Czuję się bardzo fajnie. Nawet po treningowe aeroby przychodzą jakoś tak bardzo miło. Aż chce się trenować!
Na początek rozgrzewka. Nie za długa, nie za krótka. Kończę ją gdy czuję że jestem rozgrzany. I bynajmniej nie trwa to bardzo długo. Kilka wymachów, podskoków na skakance, ruchy ukierunkowane na przyszłe ćwiczenia. Jest ok.
Ale to będzie wyjątkowy trening. Ale o tym później.
Standardowo zaczynam od kilku podciągnięć w dynamicznej technice. Takie ćwiczenie zabawowo rozgrzewające. Jak je zrobić? Wyobraź sobie że wisisz na drążku w niewielkim uchwycie. Zaczynasz się bujać i z tej pozycji łapiąc pęd mocno podciągasz się w górę. Taka bujanka, w której podciągnięcie sięga klatki.
Jeszcze kilka ruchów rozgrzewających i jestem gotowy do pierwszego ćwiczenia. Ściąganie uchwytu siedząc poziomo.
Ależ człowiek musiał się nakombinować gdy nie było do tego maszyny. Teraz jednak to co innego. I obciążenie inne i przyjemność większa. Czuć moc.
4 serie z maksymalnym obciążeniem. W ostatniej ciężar schodzony do 37
Kolejne ćwiczenie to wiosłowanie sztangielką. Pierwsza seria oczywiście rozgrzewająco przystosowująca do reszty.
Nie lubię go robić na ławce. Jakaś taka nienaturalna ta pozycja mi się wydaje. Więcej pracuję wtedy biodrami niż mięśniem który powinienem czuć. Robić to więc w podporze o "coś". W roli tego czegoś świetnie sprawdza się opuszczony gryf na bramie.
4 serie z obciążeniem 50kg
Kolejne ćwiczenie - król ćwiczeń i w ogóle największy koszmar ćwiczących - Martwy Ciąg.
Nie lubię robić tego ćwiczenia z małym ciężarem. Wkurza mnie ono wtedy. Robię więc szybką serię przygotowującą, a równie szybko zwiększam ciężar z serii na serię. Martwy ciąg to nie jest ćwiczenie dla "bab". Tutaj robisz kilka serii, kilka ruchów i dziękujesz Bogu że mogłeś to przeżyć.
3 serie po 3-5 ruchy z obciążeniem 100-160
Kolejne ćwiczenie to zaatakowanie pleców z innej strony - ściąganie drążka z góry. Milion pięćset sposobów jest na to ćwiczenie. Wśród nich jednym z najlepszych jest wypinanie klatki. Kto widział prężących się żołnierzy będzie wiedział o czym piszę. Wypinamy klatkę na baczność i ściągamy do niej drążek.
4 serie z obciążeniem 89-80.
Ostatnie ćwiczenie jakie zrobiłem to już raczej zabawa. Ściąganie drążka do dołu w postawie stojącej.
4 serie z obciążeniem 38-31 - zależnie od wyczucia.
Właściwie na tym trening skończyłem. Żadnego spaceru, żadnych brzuszków nie robiłem. Co za dużo to nie zdrowo.
Wróciłem do szatni i spałaszowałem to co tygrysy lubią najbardziej. Wafle ryżowe...
I nie było by w tym wszystkim nic wyjątkowego, gdyby nie to, że całość nagrywałem...
Typowy zestaw dyskotekowy. Może to i lepiej - dobrze jest zacząć tydzień od miłego treningu.
Szedłem na trening ze wspaniałym nastawieniem. Czułem potęgę, bojowe soundtracki trzeszczały w moich uszach – normalnie żyć nie umierać. Dzisiaj będę przenosił skały.
W praktyce trening był średnio udany. Chciałem rozpocząć od płaskiej ławki, ale natłok nowicjuszy spowodował że nie było możliwe dostać się na te przyrządy. Ileż ja się nauczyłem dzisiaj nowych ćwiczeń.
Pozostała ławka skośna. Cztery serie z obciążeniem 35 na stronę. Masakra – przez tą mini kontuzję nadgarstka męczyłem się z tym ciężarem niemiłosiernie.
Po skośnej ławce przeszedłem na ławeczkę i zrobiłem wyciskanie w poziomie. Ciężar 40 na stronę. Szło o wiele lepiej niż w poprzednim ćwiczeniu, ale rewelacji nie było.
Kolejne ćwiczenie to rozpiętki z większym ciężarem. Jest to taka wersja rozpiętek, w której kąt ramienia do przedramienia jest większy niż przy normalnych rozpiętkach. Ciężar 20 na stronę dość mocno mnie męczył, co mocno mnie wkurzyło :)
Ostatnie ćwiczenie to jedno z moich ulubionych czyli wznosy pojedynczej sztangielki. Taka odmiana ćwiczenia na bramie, w którym ściągamy linki z dołu do góry łącząc dłonie przed sobą.
Ciężar 16-20. Tu poczułem się znacznie lepiej.
No cóż. Klatki więcej nie było sensu katować – i tak już była mocno sfatygowana.
Pozostały więc mięśnie dwugłowe ramienia. Wskoczyłem więc na średnią sztangę prostą i z ciężarem 15 na stronę trochę się zniszczyłem. Mięśnie mocno zmęczyłem, ale pompy poczuć nie mogłem. Nawet zacząłem żalić się znajomemu, że chyba za mało węglowodanów zjadłem.
Postanowiłem więc zrobić dawno nie robione przeze mnie ćwiczenie – modlitewnik. Standardowego modlitewnika nie używam. To łamacz łokci :) Zamiast niego robię to ćwiczenie na stojaku do treningu lędźwi. Dzięki temu kont opuszczania jest większy a samo ćwiczenie można robić z większym ciężarem (i jest bezpieczniej). Cztery serie z obciążeniem 10-12kg wypruły ze mnie całą energię. Dodatkowo dostałem takiej pompy jakiej już dawno nie czułem. Mistrzostwo świata.
Na koniec dobiłem bicepsy naprzemiennym uginaniem ramion ze sztangielkami. Totalna pompa, dzięki czemu wystarczył ciężar 16kg na stronę (do 28 z poprzedniego treningu się nie umywa). No ale jak wspomniałem –było to już dobicie.
Spotkałem starego znajomego. Zapytał się mnie co wziąłem, że tak urosłem. Zaśmiałem się mówiąc, że „masło orzechowe”. Mój śmiech nie był spowodowany tym, że go okłamałem. Wiedziałem po prostu, że ciężko w to uwierzyć :) Kwestia zmiany podejścia do treningu i pewnych spraw. Ale to już kiedy indziej. Czas wciąć wieczornego omleta ;]