Poniedziałkowy fuckup
Kategoria: blog
Wracając do domu musiałem stoczyć poważną wewnętrzną walkę. Czy tym razem przed treningiem zjemy serek wiejski z płatkami owsianymi, czy może zaszalejemy i zamienimy je na sajgonki? Wewnętrzna dyskusja szybko została zakończona. Wszak każdy wie, że sajgonki są lepsze. A na pewno wie to Super Szamson, której ostatnimi czasy zaczęły się już nudzić moje przed treningowe posiłki, które chcąc nie chcąc musiałem jej za każdym razem po części odstępować.
Nowy rodzaj treningu sprawia że wychodziłem z klubu bardzo zadowolony. Siła ostatnimi czasy całkiem fajnie podskoczyła. Kontuzje, które od jakiegoś czasu mnie nękały stały się przeszłością i ogólnie człowiek czuje się jakoś tak lepiej. Tak jakby wskoczył na tą prawidłową ścieżkę - cokolwiek by to nie znaczyło.
Z bananem na ustach wróciłem więc do domu i właśnie wtedy rozdzwonił się mój telefon.
Szybko jasne się dla mnie stało, że mamy w firmie trzecią wojnę światową.
Zarzuciłem na siebie kurtkę, przywdziałem czapkę i już miałem wychodzić z domu, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że potrzebne jest nam wsparcie. Potrzebna była nam pomoc kogoś, kto w dziedzinie programowania jest o wiele lepszy od nas wszystkich razem wziętych.
- Super Szamsonie! Potrzebujemy twojej pomocy.
Smacznie śpiąca na plecach psina leniwie zgięła swoją przednią łapkę wskazując palcami swój tył.
- Oj Szamsonie. Nie rób nam tego. Bez ciebie nie damy sobie rady!
Leniwie się przeciągając Super Szamson zeszła z tapczanu, przeciągnęła się i machnęła na odwal ongonem.
- Co wy lamusy byście beze mnie zrobili...
Na szczęście późna pora sprawiła, że ulice były opustoszałe. I bardzo dobrze. Dzięki temu nikogo nie zdziwił widok biegnącego z ponaddźwiękową szybkością super psa.
Kilka minut później byliśmy w siedzibie firmy.
Przywitałem kumpli, po czym wraz z Szamsonem udaliśmy się na nasze piętro. Nie niepokojeni przez innych współpracowników super pies mogła usiąść za konsoletą komputera. Wspaniały aktorski spektakl pod tytułem "jakim to Marcin wspaniałym programistą jest" był tylko przykrywką skrywającą prawdziwego mistrza klawiatury.
- Właściwie Szamciu - chyba zapomniałaś włączyć Flasha. Chciałem zabłysnąć że cokolwiek ogarniam.
Super pies spojrzała na mnie z politowaniem, po czym odwracając się w stronę monitora wstukała kilka kolejnych dziwnie wyglądających komend.
Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z jej niewątpliwego programistycznego kunsztu. Zrobiwszy olbrzymie oczy mogłem tylko wpatrywać się jak Super Szamson wklepywała "maszynowy kod" w skompilowany plik swf...
- ...bo tak szybciej.
Nowy rodzaj treningu sprawia że wychodziłem z klubu bardzo zadowolony. Siła ostatnimi czasy całkiem fajnie podskoczyła. Kontuzje, które od jakiegoś czasu mnie nękały stały się przeszłością i ogólnie człowiek czuje się jakoś tak lepiej. Tak jakby wskoczył na tą prawidłową ścieżkę - cokolwiek by to nie znaczyło.
Z bananem na ustach wróciłem więc do domu i właśnie wtedy rozdzwonił się mój telefon.
Szybko jasne się dla mnie stało, że mamy w firmie trzecią wojnę światową.
Zarzuciłem na siebie kurtkę, przywdziałem czapkę i już miałem wychodzić z domu, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że potrzebne jest nam wsparcie. Potrzebna była nam pomoc kogoś, kto w dziedzinie programowania jest o wiele lepszy od nas wszystkich razem wziętych.
- Super Szamsonie! Potrzebujemy twojej pomocy.
Smacznie śpiąca na plecach psina leniwie zgięła swoją przednią łapkę wskazując palcami swój tył.
- Oj Szamsonie. Nie rób nam tego. Bez ciebie nie damy sobie rady!
Leniwie się przeciągając Super Szamson zeszła z tapczanu, przeciągnęła się i machnęła na odwal ongonem.
- Co wy lamusy byście beze mnie zrobili...
Na szczęście późna pora sprawiła, że ulice były opustoszałe. I bardzo dobrze. Dzięki temu nikogo nie zdziwił widok biegnącego z ponaddźwiękową szybkością super psa.
Kilka minut później byliśmy w siedzibie firmy.
Przywitałem kumpli, po czym wraz z Szamsonem udaliśmy się na nasze piętro. Nie niepokojeni przez innych współpracowników super pies mogła usiąść za konsoletą komputera. Wspaniały aktorski spektakl pod tytułem "jakim to Marcin wspaniałym programistą jest" był tylko przykrywką skrywającą prawdziwego mistrza klawiatury.
- Właściwie Szamciu - chyba zapomniałaś włączyć Flasha. Chciałem zabłysnąć że cokolwiek ogarniam.
Super pies spojrzała na mnie z politowaniem, po czym odwracając się w stronę monitora wstukała kilka kolejnych dziwnie wyglądających komend.
Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z jej niewątpliwego programistycznego kunsztu. Zrobiwszy olbrzymie oczy mogłem tylko wpatrywać się jak Super Szamson wklepywała "maszynowy kod" w skompilowany plik swf...
- ...bo tak szybciej.